Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 grudnia 2011

Olej sesa – krótkie sprawozdanie po miesiącu kuracji.


Dzisiejsze olejowanie można nazwać jubileuszowym J. Olej sesa zakupiłam dokladnie miesiąc temu i stosowałam systematycznie dwa razy w tygodniu. Przygodę z olejowaniem zaczynałam od oleju kokosowego oraz rycynowego i mając porównanie z nimi na pewno nie żałuję zakupu. Za miesiąc zapewne uzupełnię relację ;-)
- olej jest przyjemny w użyciu –  po podgrzaniu ma płynną postać, lekko zielonkawy kolor i lekko kadzidlany zapach
- dość wysoką cenę olej rekompensuje jego wysoka wydajność – przez miesiąc zużywam troszkę mniej niż połowę buteleczki (ok. 3 łyżeczki na jedno użycie)
- nie ma problemu ze spłukiwaniem oleju, u mnie zazwyczaj wystarczy jedno mycie szamponem Baby Dream
- po wysuszeniu włosy łatwo się rozczesują, mimo stosowania bezsilikonowej pielęgnacji
- całkowicie ustały moje kłopoty z swędzeniem i łuszczeniem się skóry głowy oraz łupieżem
- zauważylam mniejszy problem z elektryzowaniem się, co jest moją coroczną zmorą w okresie grzewczym
- na pewno nabrały blasku, nie zauważylam zmiany koloru włosów na ciemniejszy, choć nie miałabym nic przeciwko temu ;-)
- nie uniknełam jesiennego wypadania włosów, ale to było do przewidzenia biorąc pod uwagę tak krótki czas użycia sesy
- niestety sesa prawie nie wpłyneła na stopień przetłuszczania się włosów, wciąż myję je codziennie, choć muszę przyznać że kilka razy przyglądając się włosom wieczorem zaświtała mi taka myśl że wyglądają jeszcze całkiem dobrze J


piątek, 14 października 2011

Pasowanie na włosomaniaczkę ;-)

     W wizażowe forum fryzjerskie "wsiąkłam" po lekturze świetnego bloga Anweny już jakiś czas temu.  Czytając włosowe historie dziewczyn sama nabrałam ochoty zająć się swoimi włosami, o których dotychczas nie mogę powiedzieć zbyt wielu dobrych rzeczy. 
    Nie mając pod ręką nic poza swoją dyżurną rossmanowską odżywką postanowiłam ukręcić coś z domowych składników. Przegląd lodówki i szafek daj jednoznaczne wyniki - nie ma jogurtu naturalnego, nafty, oleje stosowane do twarzy wyszły - zginąć musi jajko ;-) Z drugiej strony gdzieś w świadomości miałam zakodowane opowieści, że ciężko się je zmywa, a pod wpływem za ciepłej wody potrafi złośliwie przekształcić się w jajecznicę i pozostać na włosach na dłuższy czas...
Maseczkę zrobiłam według przepisu:
 
     Zmieszanie tej mikstury nie przedstawiało najmniejszych trudności, gorzej było z nakładaniem.  Żałowałam, że jednak nie zwilżyłam wcześniej włosów, bo maseczka w zetknięciu z suchymi błyskawicznie zasychała. Po nałożeniu całości miałam na głowie zlepiony na sztywno kołtun. Mile zaskoczyło mnie natomiast zmywanie - wystarczył mocny strumień wody by rozpuścić maseczkę a później tylko jedno mycie szamponem Joanny.
     Podczas pisania tego posta włosy nie zdąrzyły jeszcze do końca wyschnąć, ale już teraz widać efekty maseczki - są gładkie i miekkie, ładnie się błyszczą, końcówki nie wyglądają już na przesuszone. Maseczka miała słaby, lecz niezbyt atrakcyjny zapach, na szczęście po spłukaniu nie zostało po nim ani śladu.
     Zdaję sobie sprawę, że po jednym takim zabiegu efekt jest raczej chwilowy, ale cieszę się że poczyniłam ten pierwszy krok, który podobno jest najtrudniejszy :-) Tym bardziej że do pewnego BardzoWażnegoDnia zostało już niecałe dwa lata, a zależy mi na tym żeby do tego czasu poprawić kondycję włosków i trochę je zapuścić.